piątek, 17 maja 2013

Troche Wam ponude...

Witajcie :)

Dziś post pochwalny. Pochwalę się Wam moją kolekcją mazideł do ust. Może inaczej,kolekcją mazideł których używam (bo jest jeszcze druga część,która leży).

Kolekcja ilością eksponatów nie powala, ale cieszę się że są w moim posiadaniu :)



Pomadka Wet'n'Wild. Niedawno zasiliła szeregi mojej armii. Odcień o nazwie Bare it all,jest w rzeczywistości przyjemnym,matowym nudziakiem.



MAC'owe cudo trafiło do mnie z wymiany. Miły dla oka,nieco łososiowy kolor. Kremowa konsystencja,świetne nawilżenie i słodki zapach to znaki rozpoznawcze. Trwałość...no cóż...



 Słynne masło Revlon. Przez jednych kochane,przez innych znienawidzone. Ja lubię. Kremowe,nawet tłustawe,delikatnie barwiące wargi.



 Kryolan dla GlossyBox. Fajny,brudny róż. Lubię,bo niewiele różni się od naturalnego odcienia moich ust. Wygląda bardzo naturalnie,daje satynowe wykończenie i świetnie się trzyma.



 Kolejna pomadka od Wet'n'Wild. Tym razem w odcieniu Just Peachy. Delikatna,matowa brzoskwinka. Lubię pomadki z tej linii gdyż nie podkreślają tak bardzo suchych skórek i są bardzo trwałe.



Kolejny matowy nudziak,ale w nieco innej formie. Cudownie się nakłada,cudownie pachnie,ma cudowny odcień...tylko z trwałością cudownie nie jest. Mimo to go uwielbiam.



Ostatni ale bynajmniej nie najgorszy. Delikatny brzoskwiniowy kolor. Nadaje połysk,po kilku warstwach lepsze krycie. Drażni mnie nieco jego lekko miętowy zapach,ale to chyba kwestia przyzwyczajenia.



1 - Wet'n'Wild 902C "Bare It All"
2 - Wet'n'Wild 903C "Just Peachy"
3 - MAC A22 "Pleasure Seeker"
4 - Revlon Lip Butter 095 "Creme Brulee"
5 - Revlon Just Bitten Kissable 050 "Precious"
6 - Essence Stay Matt 03 "Soft Nude"
7 - Kryolan for GlossyBox "Glossy Pink"

Jak widać jestem miłośniczką bezpiecznych odcieni w makijażu.

Macie któryś z tych kosmetyków? Może możecie polecić pomadkę wartą uwagi?


China Glaze - In The Rough

Witajcie :)

Dziś pokażę Wam jeden z lakierów teksturowych China Glaze (zajrzyjcie TUTAJ). Nauczyłam się nimi obsługiwać,zatem prezentacja będzie na moich osobistych paznokciach.

Dziś lakier o bliżej niezidentyfikowanym odcieniu :) Zielony? Limonkowy? Seledynowy? W każdym świetle wygląda inaczej lecz niezmiennie ciekawie :)


Jeśli chodzi o konsystencję,to była dla mnie nie lada wyzwaniem. Przyzwyczajona do gęstych piasków od OPI musiałam powalczyć ze sporo rzadszą "Chinką". Jednak wszystko jest do opanowania i przy trzecim podejściu bez problemów pomalowałam paznokcie.


Musiałam też nauczyć się operować długim i wąskim pędzelkiem. Oczywiście nie wpadłam na to,żeby zrobić mu zdjęcie zatem musicie uwierzyć na słowo. 
I mogę teraz z pełną świadomością powiedzieć,że taki pędzelek bardzo mi odpowiada.Jest dla mnie zdecydowanie wygodniejszy i bardziej precyzyjny.


 Jest bardzo trwały,jak to piasek. 3 dni bez skazy i wytrzymałby zapewne dużo dłużej gdyby nie moja babska ciekawość i potrzeba zmiany koloru na paznokciach.

 Jeśli chodzi o zmywanie lakieru również bez zastrzeżeń. Bezproblemowo schodzi z paznokcia i nie wymaga to zużycia całej butelki zmywacza :) 



Kosztowało to cudo 5$ (14 ml) :) 
Śmiech na sali co? W USA nowość! (na rynek amerykański weszły na początku kwietnia). W Polsce podobno mają pojawić się w tym miesiącu,ale coś nie widać...

Jeśłi chodzio mnie to z czystym sumieniem tą serie polecam...i pozostanę wierna "Chinkom". Są to jedne z lakierów,które odpowiadają mi pod każdym względem.



czwartek, 16 maja 2013

Bubel Shock

Witajcie :)

Z początkiem maja w drogeriach Natura pojawiła się limitowana kolekcja firmy Catrice o wdzięcznej nazwie Candy Shock. 


Jeśli chodzi o moje zdanie to od początku nie robiła na mnie wrażenia,ale postanowiłam jej się przyjrzeć.
Pomacałam,obejrzałam,nic na kolana mnie nie powaliło. Jednak jedna rzecz mnie zaciekawiła i postanowiłam kupić.
Peeling do ust w pisaku. 




Od jakiegoś czasu szukałam peelingu do ust,firmę Catrice lubię (zwłaszcza cudny rozświetlacz TUTAJ). I tak oto wylądował w koszyku. Nie dało się go dokładnie sprawdzić przed kupnem gdyż w "mojej" Naturze panie zaklejają produkty taśmą. I dobrze w sumie,o często kosmetyki nie nadają się do niczego poza wyrzuceniem...swoją drogą jest to denerwujące gdy na półeczce leżą cztery pudełeczka z cieniami z czego trzy maja ślady paluchów (nie wspominając o zmasakrowanym testerze,co do diabła trzeba robić z kosmetykiem żeby doprowadzić go do takiego stanu??!!??).
No ale wracając do tematu. Pisaczek kosztował ok 13 zł za opakowanie mieszczące 2,2 ml produktu,w sumie nie dużo. I to chyba jedyna jego zaleta :/
O,przepraszam. Praktyczne opakowanie też na plus.




W sumie sama nie wiem co mam o nim napisać. Niby ładnie wygląda,niby przyjemnie pachnie (jak galaretka brzoskwiniowa) ale nie działa zupełnie! Może to ja mam wyjątkowo oporne usta?

Po zdjęciu koreczka ukazuje nam się miła w dotyku gąbeczka z malutką dziurką.



Po przekręceniu końcówki pisaczka,z dziurki wydobywa się peelengujący żel...


Powinnam w zasadzie napisać bezbarwna,lepka maź z maleńkimi przeźroczystymi kuleczkami.



Wspomnianych kuleczek za wiele nie jest,są bardzo delikatne (za delikatne) i tak naprawdę nie odczułam żadnego działania tego produktu. Ani wygładzenia,ani nawilżenia.
 Próbowałam na różne sposoby. Pocierając usta gąbeczką pisaka,pocierając wargami o siebie,rozcierając i masując usta palcem. Za każdym razem efekt ten sam czyli brak efektu.
Moich oczekiwań nie spełnia. Trafi do Wymiany,może sprawdzi się u którejś z Was.
Z opinii innych blogerek wynika,że ta limit ogólnie jest kiepska. 
Ja osobiście odnoszę takie wrażenie,że do nas trafiają jakieś resztki :/ Catrice wypuszcza sporo serii limitowanych (choćby Geometrix,która do Polski nie trafi jak dowiedziałam się w korespondencji od firmy),natomiast w Polsce pojawia się ich niewiele i sporo później niż w innych krajach. Czasem czuję się tak,jakbym przeglądała na półce to czego nie udało się "opchnąć" w innych krajach. Taka moja dygresja na koniec.


A Wy macie może coś z tej kolekcji? Może Wasze odczucia różnią się od moich? Piszcie :)

środa, 15 maja 2013

Podkłady Revlon ColorStay - porównanie

Witajcie :)

Troszkę mnie nie było,ale wróciłam :)
Dziś mam dla Wam porównanie dwóch podkładów Revlon. Ostatnio sporo na blogach pojawiło się postów na temat Revlon ColorStay. Ja postanowiłam porównać go z amerykańskim kuzynem,który niedawno zasilił moją Revlonową drużynę ;)




Klasyczny ColorStay (tłusta/mieszana) oraz ColorStay Whipped (wszystkie rodzaje cery).


Opakowanie

CS - szklana buteleczka mieszcząca 30 ml podkładu, zakręcana klasyczną nakrętką, bez pompki.
CSW - szklany,dość ciężki,słoiczek mieszczący 23,7 ml podkładu, zakręcany (nieco Chanelowski ;) )

W podróży zdecydowanie lepiej sprawdza się CS,ze względu na lżejsze opakowanie.



 Konsystencja

CS - płynna
CSW - żelowa? nie jest to ani mus ani tradycyjny podkład,konsystencja bardzo delikatna,gęsta,nie wylewająca się



 Zapach

CS - słodki lekko alkoholowy
CSW - pudrowy

Krycie

CS - średnie do pełnego,można stopniować
CSW - średnie do pełnego,można stopniować (jest lżejszy niż CS)


Wykończenie

CS - matowe,nieco "tempe"
CSW - satynowe

Trwałość

CS - ok 10 h bez poprawek
CSW - ok 10 h z delikatnymi poprawkami

Cena

CS - 30-70 zł
CSW - 10-12 $

Podsumowanie

Tradycyjny ColorStay trzyma się dłużej,jednak nieco bardziej wysusza skórę. Trzyma się długo,ładnie matuje,nie zapycha.Jest wydajny.Mam wrażenie,że nieco "ściąga" skórę. Świetny na jesień lub zimę.

Revlon ColorStay Whipped przy cerze mieszanej trzyma się krócej niż jego poprzednik i wymaga w ciągu dnia przypudrowania. Ogromnym plusem jest kremowa,bardzo łatwa i przyjemna w aplikacji konsystencja.Nie wysusza,matuje ale wymaga poprawek.Wydajność jak w przypadku tradycyjnego CS. Jest lżejszy niż tradycyjny CS,dobrze sprawuje się przy obecnych temperaturach.

Jeśli macie możliwość wypróbowania Revlon ColorStay Whipped zróbcie to!



środa, 8 maja 2013

China Glaze Texture

Witajcie :)
W końcu wiosenna,a nawet miejscami letnia pogoda. 
Firmy kosmetyczne prześcigują się w wypuszczaniu na rynek produktów dopasowanych do trendów na sezon wiosna/lato. Zwłaszcza jeśli chodzi o fakturę i kolor. Mistrzami są producenci lakierów. Prym wiodą neony i piaskowe wykończenie. 
China Glaze wychodzi na przeciw i łączy oba te trendy. Mowa o kolekcji Texture na sezon wiosenno letni.



O tej kolekcji wiadomo było już w zasadzie jesienią ubiegłego roku. W USA pojawiła się z początkiem kwietnia,w Polsce ma być dostępna w maju.
Znajdziemy w niej sześć lakierów w neonowych kolorach i o piaskowym wykończeniu. 
Ja pokażę Wam trzy z nich. 



  W kolekcji jest jeszcze soczysta pomarańcza (która nie przypadła mi do gustu),piękny niebieski (ale mam już piasek z OPI w podobnym odcieniu) i słodki róż (nie mój gust zupełnie). 
Te wybrane prezentują się tak


Prezentuję je na ekspozytorze, ponieważ muszę się ich nauczyć :) Są rzadsze niż piaski z OPI i troszkę trudniej się nimi pracuje.Jednak efekt wynagradza wszystkie niedogodności. Myślę,że to kwestia wprawy :)



Jak Wam się podobają?

wtorek, 7 maja 2013

Nareszcie! :)

Witajcie
Długo na tą przesyłkę czekałam i doczekałam się w końcu :) Izka jak zwykle niezawodna ;) jest moim specjalnym agentem od spraw zakupów kosmetycznych w USA :* 



Zatem po kolei :)


 Dodatkowo dzięki uprzejmości Pani Magdy dotarła do mnie paczuszka od firmy Flormar



 Zatem czeka mnie trochę zabawy :)

czwartek, 2 maja 2013

Catrice Prime and Fine...upolowany :)

Witajcie :)
Mam nadzieję,że sobie odpoczywacie. Pogoda niestety nie chce współpracować ale co zrobić. Dziś chciałabym pokazać Wam kilka moich zdobyczy,a jeden z nich przyjrzeć się bliżej.


Catrice Prime and Fine
Gdy wzięłam to pudełeczko w dłoń po raz pierwszy jakoś mi serce mocniej zabiło. Macie tak czasem? Niby nic nadzwyczajnego. Niby zwykłe czarne pudełko z pudrem. Jednak robi wrażenie.Przynajmniej na mnie. Smukłe,klasyczne,eleganckie.Gdy je otworzyłam to już całkowicie przepadłam. Jednak wtedy się nie zdecydowałam,bo wmawiałam sobie że wystarczy mi mój ELF. Jednak nie dawało mi to spokoju i dziś uległam.


Jestem nim zachwycona. Jest jak jedwab...delikatny. W pudełeczku wygląda na różowy,natomiast w rzeczywistości daje delikatną,subtelną,ciepłą złotą poświatę.





Nie znajdziecie w nim nachalnych drobinek.Można go bez obaw nakładać na całą twarz.
Zauważyłam jak na razie jeden minus,mianowicie brak lusterka w opakowaniu.Jednak nie jest to aż taka przeszkodą,aby zrezygnować z tego kosmetyku całkowicie.

 Efekt jest tak delikatny,że uchwycenie go na zdjęciu jest nie lada wyczynem.



Jego kolejną zaletą,a jednocześnie zagadka jest to,że matuje. Daje lekki mat na twarzy jednocześnie dodając jej naturalnego blasku.
Dla zainteresowanych jeszcze skład


Myślę,że wart jest uwagi. Mam ochotę jeszcze poznać bliżej któryś z pudrów wykończeniowych z tej serii. Myślę,że niedługo to nastąpi :)


A to pozostałe zdobycze :)
Nie ukrywam,że część z tych rzeczy zagościła w mojej głowie po przeczytaniu recenzji na blogach.



 Krem do cery mieszanej od AA.Wybrałam wersję zwężającą pory. Dużo dobrego o nim się na czytałam i postanowiłam spróbować.
Bloker Ziaja. Również sporo zwolenniczek ma,ale są i przeciwniczki. Zobaczymy po której stronie barykady stanę ;)
Yankee Candle,uwielbiane przez wiele z Was. Nie wiem czemu dopiero teraz się zdecydowałam,bo stoisko firmy mam w zasadzie na wyciągnięcie ręki. Wybrałam wosk Christmas Rose (jakże wiosennie :D ),na próbę. Zobaczymy czy zapałam miłością.
Essence,lakier z limitowanej serii Vintage. Jestem lakieroholiczką,chyba więcej pisać nie muszę ;)